wtorek, 7 lutego 2017

Epilog - Wiedziałam wszystko...


" O dzi­wo, czas, który goi ra­ny, po­kazał też, że w życiu można kochać więcej niż jedną osobę. "

Paulo Coelho 


(...)


- Jäna błagam Cię… Spróbuj jakimś cudem dostać się do barierek, może uda Ci się zdobyć jakieś autografy. Wiesz, że po to na tych skokach jestem. Ja będę czekać na skoczków koło domków może uda mi się z którymś zrobić zdjęcie. Trzymaj kciuki i daj z siebie wszytko! Proszę! - Marie podała mi dokładną instrukcję.
- Trzymam mocno i nie martw się, na pewno coś zdobędę.- uśmiechnęłam się w jej stronę.
Pomachałam na odchodne i popchnęłam wózek w kierunku zatłoczonych miejsc przy barierkach.
Starałam się przebić przez te tłumy , ale nie było to takie proste, tym bardziej dla niepełnosprawnej osoby. Niektórzy ludzie widząc mnie robili mi miejsce bym mogła przejechać. Inni natomiast specjalnie stawali na drodze... No cóż taki był mój los.
Nie wiem kiedy, ale ostatecznie jakimś cudem udało mi się znaleźć przy samej ścieżce odgrodzonej bramkami, którą to przechodzili skoczkowie.
Z niecierpliwością zaczęłam ich wypatrywać. Pierwszy pojawił się Stefan Kraft. Tegoż skoczka zapamiętałam z opowiadań przyjaciółki. Nie trudno było go z kimś pomylić.
Kiedy mnie zobaczył uśmiechnął się i włożył mi w dłoń dwie podpisane karty. Ależ to była radość. Pierwsze podpisy były moje. Spojrzałam w bok i zobaczyłam, że do innych kibiców już nie podchodził taki chętny i zadowolony. Tym bardziej tam wewnątrz zrobiło mi się ciepło. Poczułam się wyróżniona i wyjątkowa, jak nigdy.
Nie minęło kilka minut, a pojawił się kolejny sportowiec i tym razem także udało mi się zdobyć autograf. Poprawiłam szal kibica w barwach narodowych Niemiec znajdujący się na mojej szyi i czekałam. Po chwili zobaczyłam idącego wzdłuż barierek blondyna. Niósł narty wsparte na prawym ramieniu jednocześnie w dłoni trzymając kask i gogle. Podniecona próbowałam wyczuć odpowiedni moment by wystawić rękę po kartkę z podpisem. Był coraz bliżej i wtedy spojrzał się. Na mnie…

Świat zatrzymał się. Czas przestał płynąć. Wszystko stanęło w miejscu. Był tylko on i byłam ja. Jego źrenice opatrzone w błękitne tęczówki świdrowały mnie z dołu do góry i na odwrót. Moje oczy odwzajemniały się tym samym.
Cała czasoprzestrzeń zamarła. W jego spojrzeniu widziałam wszystko. Mimo iż kompletnie go nie znałam, czułam w głębi siebie, że znam go od lat. To było takie moje zing. Takie kolejne wyskakiwanie serduszek nad moją głową. To było moje zauroczenie. Spojrzałam na jego rękę która skierowała się w stronę spodni.
Wyjął z kieszeni kartkę i długopis. Naskrobał coś na papierze i przyczepił go do karty z autografem, po czym podszedł do barierki i mimo pełnych wyrzutów spojrzeń innych kibiców wręczył mi ją z nieziemskim uśmiechem na twarzy. Nic nie powiedział. Pomachał mi tylko na odchodne, oczywiście nie tylko ja odmachałam. Nim zniknął za zakrętem, obejrzał się raz jeszcze w moją stronę i puścił oczko. To było urocze...
Zerknęłam na autograf. Widniała na nim samoprzylepna żółta karteczka, na której pochyłym pismem napisany został szereg liter i przerw. Składając je w całość brzmiały o tak:

JEŚLI MASZ OCHOTĘ ZADZWOŃ DO MNIE MÓJ CUDNOOKI ANIELE ;)

Niżej znajdował się numer telefonu.
- Nie podpisał się nawet i skąd ja mam wiedzieć jak się nazywa?! Ty idiotko...! - Zganiłam się w myślach i obróciłam autograf na drugą stronę. Wielkimi literami było napisane Severin Freund.
- I wszystko jasne - pomyślałam.

(...)


W tle dało się słyszeć kolejne brzmienia niskich tonów pianina. Było to bardzo uspokajające i koiło moje nadwyrężone zmysły. Ciężko było mi określić czy to ktoś grał czy może ten ktoś puścił nagranie z kompaktu. Spróbowałam się przekręcić na bok by jeszcze lepiej słyszeć dobiegające mnie dźwięki, lecz moje ciało przeszył piorun niewyobrażalnego bólu. Cichy jęk wydobył się z mojego mocno zaschniętego i obolałego gardła. Nagle muzyka ucichła, a ja zdałam sobie sprawę, że ktoś idzie w moją stronę. Cały czas miałam zamknięte powieki więc nie wiedziałam kto, ale mimo to zlękłam się. Czułam jak kuca przy mnie, jak jego ciepły oddech głaszcze moją twarz. Niespodziewanie atmosfera zrobiła się jakaś ciężka... Postanowiłam nie dawać żadnego znaku, że jestem świadoma tego co się dzieje. Tak chyba będzie najlepiej. Lustrował mnie pewnie wzrokiem cały czas, ale po jakieś chwili odpuścił. Wszystko wróciło do pierwotnego stanu. On także najwidoczniej postanowił dalej grać, bo zrozumiałam jedno. To musi być mężczyzna...


(...)


Przeszył mnie paraliżujący dreszcz. Zimne powietrze nie wiadomo skąd wędrowało po moich plecach. Czułam jak oplata każdą wypustkę mojego kręgosłupa. Otworzyłam oczy. Tym razem byłam w stanie to zrobić...
Leżałam w dużym, przestrzennym pokoju z ogromnymi drzwiami balkonowymi, które były uchylone. W pomieszczeniu panował mrok, lecz dało się określić co się w nim znajduje.
Ściany pokoju były w odcieniach błękitu. Na jednej z nich wisiał nowoczesny obraz inspirowany dziełem Picasso. W rogu stał regał z dość dużą kolekcją książek. Po środku mieściło się łóżko na którym leżałam. Nagle zdałam sobie sprawę, że moja dłoń jest uwięziona w czyimś uścisku. Spojrzałam w jej kierunku. Przy łóżku siedział po turecku chłopak o blond włosach i to właśnie on trzymał moją rękę. Przyjrzałam mu się... Głowę miał opartą o łóżko. Jego powieki były zamknięte. Spał...
Miał delikatne rysy twarzy. Długi, szpiczasto zakończony nos , a jego wąskie usta o barwie młodych malin układały się w nieśmiały uśmiech. Nagle niczym jak w kreskówkach w głowie zapaliła mi się żarówka oznaczająca nową myśl. Spojrzałam ukradkiem na niego... Nie to... Ja jestem pewna. Ja go skądś znam!
Podniosłam drżącą rękę by odgarnąć mu grzywkę i w tym samym momencie on otworzył oczy... Spotkaliśmy się wzrokiem... Uśmiechnął się... Postarałam się odwzajemnić ten gest... Nic nie mówił i ja też nie... Trwaliśmy tak w tej chwili... Zatracaliśmy się w niej z każdą sekundą coraz bardziej... I nawet nie myśląc, nie zastanawiając się po prostu wyszeptałam:
- Severin... -
- Jäna... -
Nie miałam pojęcia skąd mi się to nagle wzięło, nagle przypomniało. Po prostu spojrzałam w jego oczy i już wiedziałam.
Wiedziałam wszystko…



***

Hejka wszystkim :)

Przepraszam... Z góry wszystkich przepraszam... Nie wiem co tu się wydarzyło, nie wiem czemu tak wyszło, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie.Nie będę się tłumaczyć, bo to nie ma sensu. Przetrzymałam was prawie, że rok. To jest skandal. A w rzeczywistości rozdział (tak miał to być kolejny rozdział) był już napisany w okolicach listopada, a może i nawet wcześniej.


Podjęłam taką, a nie inną decyzję, że na razie to koniec. Stwierdziłam, że ten rozdział będzie epilogiem.Może i kiedyś wrócę tutaj by dokończyć tę historię, bo przyznam szczerze, że mam taką chętkę ale nie wiem co z tego wyjdzie, bo ostatnim czasem dużo rzeczy obiecywałam i mało z tego wyszło.

Zostawiam wam to coś pod ocenę... Mam nadzieję, że mimo wszystko pozostawicie jakiś ślad po sobie.Żeby nie było... Wasze dzieła czytałam i czytam ciągle, ale nie ujawniałam się.Wybaczcie za to całe moje zachowanie... Mam nadzieję, że to się zmieni.


A najbardziej chciałabym przeprosić moich stałych czytelników.

Wiem, że Was zawiodłam. Sorry, nie chciałam. Nie miałam takiego zamiaru...
Mam nadzieję, że spodobało wam się to co tu na koniec naskrobałam xd


Dziękuję Wam za wszystkie miłe słowa, za wszystkie komentarze i odwiedziny!
Jesteście wspaniali! DZIĘKUJĘ!!! <3